Dziś chciałbym Wam zrelacjonować mój wyjazd do Warszawy na Galę PGE Ekstraligi. TAK, byłem tam! A emocje związane z tą uroczystością jeszcze nie opadły. Ponadto odniosę się do wyboru kibiców, którzy wybrali żużlowe osobistości, które odebrały w poniedziałek Złote Szczakiele...
Był sobie poniedziałek, a w zasadzie to jeszcze noc z niedzieli na poniedziałek. Nie mogłem zasnąć, bo wiedziałem co mnie czeka już za kilkanaście godzin. Emocje rosły, a jeszcze nie udało mi się wstać z łóżka. Po dobrych kilku godzinach kręcenia się w łóżku, jakimś cudem zasnąłem, hura!
Wjeżdżam do Warszawy, a tu... ściana deszczu, masakra! Dobrze, że garnitur miałem schowany w torbie, bo nie wiem co byłoby z nim, gdybym trzymał go w ręce przez cały czas. Ludzi na dworcu na warszawskich Młocinach od groma, ale akurat tego się spodziewałem, bo zawsze tutaj tak jest. Po kilku minutach oczekiwania na kupno dobowego biletu na metro, w końcu udało mi się wsiąść w stronę centrum. Co mnie zadziwiło? Że w metrze o godzinie bodajże 17, nie było w ogóle ludzi! Jak dobrze pamiętam, zawsze jak w jechałem do Warszawy, to metro było obłożone na maksa,a tu taka niespodzianka. Godziny szczytu tak naprawdę, a tu puste metro, oczywiście mi to nie przeszkadzało :)
Po 20 minutach jazdy, w końcu dotarłem pod pałac kultury. Niestety przez niesprzyjającą pogodę nie mogłem zobaczyć tego budynku w całej krasie, bo była mgła, ale oczywiście fotkę strzeliłem, bo jakżeby inaczej! Od razu kierowałem się w stronę złotych tarasów, galeria w centrum miasta i w dodatku dość spora. Gdy wchodziłem tam, cel był tylko jeden - kupić pasek do spodni! Myślałem, że znajdę tam sklep typu Tk Max, ale niestety się zawiodłem. Na szczęście był New Yorker, w którym za grosze udało mi się zakupić pasek - uff - najważniejsze już było za mną. Kolejnym celem było przebranie się. Niestety od początku myślałem, że będzie to męska toaleta, ale jednak było inaczej. Po prawie półtorej godzinie spędzonej w maku w złotych tarasach, dojechał do mnie mój kumpel z którym razem mieliśmy wejść na Galę PGE Ekstraligi. Na szczęście miał auto i stało na podziemnym parkingu. Pierwsza myśl? Przebieramy się właśnie tam! U siebie nie byliśmy, to co nam szkodziło... Pełen spontan, a co! Wyjścia za bardzo nie mieliśmy niestety. Szybkie przebranie się w gajerek i startowaliśmy w stronę hotelu Hilton, w którym odbywała się cala uroczystość. Na zegarkach mieliśmy już grubo po 19. Na nasze szczęście warszawskie korki nieco ustały o tej porze i w przeciągu piętnastu minut udało nam się dojechać pod hotel Hilton (odległość 2km od złotych tarasów), Pierwsze wrażenie na widok hotelu? WOW! Aż mnie ciarki przechodziły, jak sobie pomyślałem co mnie czeka za niecałą godzinę. Przez tą deszczową pogodę musieliśmy w sumie biec z parkingu do hotelu, żeby jak najmniej zmoknąć. Niestety opady były tak mocne, że moja marynarka "popłynęła". Na szczęście w hotelu było dosyć ciepło i marynarka szybko wyschła.Wchodzę do środka, odbieram specjalną opaskę i udaje się w stronę holu, a tam? Multum żużlowych osobistości! Wszyscy odwaleni jak stróże w boże ciało, ale generalnie bardzo fajny widok patrząc przez pryzmat meczów żużlowych, gdzie widzę zawodników i trenerów w specjalnych ubraniach. Wszyscy spokojnie ze sobą rozmawiają, każdy w swoim gronie, a ja nie dowierzam, że tutaj jestem. Spełnienie marzeń? Patrząc na ten sezon, to tak. Nie spodziewałem się, że ujrzę takie widoki na koniec sezonu.
Gadka szmatka,a tu już było po 20 (o 20:30 zaczynała się gala). Wchodzimy na pierwsze piętro, a tu full wypas. Ścianka dla fotografów, stoliki z "suchym prowiantem", do tego kawa herbata i woda i do tego cały czas widok tych najważniejszych, czyli ludzi z PGE Ekstraligi! Udało mi się złapać znajomych, więc jakoś ten czas do uroczystej części poniedziałkowego wieczoru szybko minął.
Po dłuższej chwili w końcu weszliśmy do głównej sali, gdzie odbywała się cała Gala. Widok? Olśniewający! Pełno jupiterów, kamer, piękna scena i multum miejsc dla zaproszonych gości, to naprawdę robiło mega wrażenie.
![]() |
| fot. Dawid Monkielewicz |
Po tej uroczystej części Gali PGE Ekstraligi, przyszedł czas na bankiet, na który również mogłem spokojnie wejść. Widok oczywiście niesamowity, bo pierwszy raz byłem na takim czymś, więc robiło to na mnie duże wrażenie. Z każdej strony szwedzki stół, do tego dwa otwarte bary, a po środku dużo stolików. Jedyny minus to taki, że nikt nie pomyślał o tym, aby zrobić trochę miejsca na ewentualną "potańcówę", która była choćby w tamtym roku. No szkoda, ale i tak całość stała na wysokim poziomie. Jedzenie wyśmienite, w życiu tak dobrych rzeczy nie jadłem (nie licząc objadków u mamy). Widać było gołym okiem, że Hotel Hilton, to zdecydowany TOP.
Nie chcę Wam pisać co się działo później, bo chciałbym to zostawić dla siebie, ale uwierzcie, że było ciekawie widząc prezesa Rusieckiego i senatora Dowhana przytulających się do siebie i mówiących na temat Patryka Dudka. Widok niesamowity :)
Z godziny na godzinę ludzi było coraz mniej. Niektórzy po gali od razu wyjeżdżali, niektórzy nocowali, a niektórzy (tak jak ja) mieli rano autobus powrotny. Udało mi się wysiedzieć do 4, wszystko oczywiście było zaplanowane pod PolskiegoBusa, który miałem o 6 rano na drugim końcu Warszawy.
Wyjazd jak i cała uroczystość jak najbardziej na duży plus. W życiu nie spodziewałem się, że będę miał okazję pojechać do Warszawy na taki event. Żegnałem hotel Hilton z bananem na twarzy! Udało mi się poniedziałkowej nocy poznać wielu wspaniałych ludzi, do których mam "dostęp" tylko przy spotkaniach żużlowych czy po prostu będąc przed telewizorem w domu. Oni naprawdę są tylko ludźmi i to w dodatku ze wspaniałą osobowością. Będąc na tejże Gali uświadomiłem sobie, że to normalni ludzie, tak jak ja. A to, że robią to co kochają, co jest ich pasją to już inna rzecz.To było zwieńczenie tego całego sezonu, w którym byłem bardzo mobilny. Ponad 10 tysięcy kilometrów przejechanych za speedway'em robi swoje, ale o tym będzie jeszcze osobny post.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz