Do czego dążysz Włókniarzu? - pytają częstochowscy kibice. Klub zajął trzecie miejsce w Nice PLŻ, a i tak "awansował" do PGE Ekstraligi. W Częstochowie są mieszane uczucia na ten temat.
Przede wszystkim trzeba zadać sobie jedno, bardzo ważne pytanie. Czy klub dysponuje takimi finansami, że są w stanie UTRZYMAĆ SIĘ w najwyższej klasie rozgrywkowej. Pytanie drugie - czy w klubie są odpowiednie osoby, na odpowiednim miejscu? Tam potrzeba człowieka, który będzie miał twardą rękę do wszystkiego. Postawi na swoim i ułoży wszystko tak, jak on tego będzie chciał. W tym momencie znajdują się tam tzw. "marionetki". Bo i tak Prezes ustala skład na dany mecz, wszystkim dookoła zarządza, a to chyba nie w tym rzecz.
No właśnie - finanse. Do dziś pamiętam przedsezonowe wypowiedzi Michała Świącika, w których mówił, że Częstochowa zasługuje na żużel na najwyższym poziomie. Owszem, miał rację, myśląc o kibicach, ale zapewne mówił także o samym klubie. Przepraszam bardzo, ale to co "pokazał" Włókniarz w minionym sezonie, uświadamia nas w tym, że oni wcale nie powinni znaleźć się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Finanse finansami, bo sam temat ekstraligi przyciągnie sponsorów niczym bumerang. Mam jednak nadzieję, że ludzie, którzy będą chcieli wspomóc Włókniarz, będą pamiętali o tym, co stało się z klubem w 2014 roku. Oczywiście, teraz w zarządzie są całkiem inne osoby, jest po prostu inaczej, ale tak czy siak jest obawa, że ta Ekstraliga wróciła za szybko. To samo podkreślają przede wszystkim KIBICE, czyli sponsor numer jeden tego klubu. Czytałem wiele opinii na częstochowskich forach odnośnie tego "awansu" i szczerze powiedziawszy większość tych racjonalnie myślących fanów, tego awansu po prostu nie chce. Bo po co się pchać gdzieś, gdzie nie ma na to zwyczajnie kasy i pomysłu? Oczywiście Prezes Świącik wie wszystko najlepiej, ale kibice też mają swoje zdanie i wydaje mi się, że to oni mają rację.
No dobra, Włókniarz już będzie w tej ekstralidze. I co dalej? Co ze składem? Znajdzie się kasa? Prezes Świącik oczywiście ma wszystko zaplanowane i poukładane, ale jak popatrzymy realnie na budżet we Włókniarzu, to nie należy spodziewać się wielkiego "wow". No chyba, że znikąd znajdzie się główny sponsor, który rzuci taką kasą, że wszyscy w zarządzie będą w niebie (to tak nawiązując do 2014r. Wszyscy pamiętamy jak to się skończyło). Większość kibiców we Włókniarzu podchodzi do tego wszystkiego z dystansem. Lepiej byłoby poczekać jeszcze rok, zbudować jakiś solidny budżet, dograć skład oraz osoby funkcyjnie i wtedy NAJLEPIEJ awansować na torze, a nie przy zielonym stoliku. Najwidoczniej prezes Świącik wiedział już przed sezonem jak to się wszystko skończy i miał już wizję na przyszły, ekstraligowy rok. Na ten moment tak naprawdę Włókniarz nie ma składu. Pomysł zapewne musi mieć, ale w klubie cichosza. To dobre? Raczej wątpię. Oczywiście, są przymiarki w postaci Michaela Jepsena Jensena czy też Leona Madsena, ale to tyle. Co przede wszystkim z zawodnikami, którzy robili co mogli w tym roku, aby wypaść jak najlepiej? Łęgowik miał sezon konia, a i tak zapewne nie zagości w tym klubie w Ekstralidze, bo przecież kończy wiek juniora i bez sensu jest dla Prezesa Świącika, żeby zostawić wychowanka na kolejny rok. Ułamek też był liderem, ale czy udźwignąłby ekstraligowe wojaże? Pewniakiem wydaje się być jedynie Jacob Thorsell.
No nic. Jest mi przede wszystkim szkoda kibiców, którzy muszą rozmawiać na te tematy. Nie jest to łatwe, bo przecież ich klub "awansował" przy zielonym stoliku, co jest nagminne, że takie rzeczy w polskim sporcie mogą się zdarzyć. Już tak naprawdę wolałbym, żeby w tej ekstralidze została Unia Tarnów. Ludzie by swoje pogadali i temat by ucichł, a wydaje mi się, że sprawa z Włókniarzem jeszcze przez dłuuugi czas będzie przewijana na różnych forach czy chociażby w mediach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz