poniedziałek, 19 września 2016

Toruńskie narzekania. Osiem punktów to dużo czy mało?

Witajcie!
Mam nadzieję, że emocje po niedzielnym finale w Toruniu już opadły? Dziś troszkę o tym spotkaniu. Najbardziej zaciekawiła mnie jedna rzecz, pewnie zastanawiacie się jaka? Już wam mówię... Ale zacznijmy od początku...

Gdy jechałem do Torunia, zastanawiałem się w sumie nad jedną kwestią. Czy Toruń jest taki mocny u siebie, czy Stal tak słaba na MotoArenie. Poprzednie mecze obu drużyn na tym stadionie nie były jakoś wybitnie wyrównane, bo torunianie z reguły "odjeżdżali" gościom w środku zawodów i było po "ptokach".  Przypomnę tylko, że gorzowianie od powstania nowego stadionu w Toruniu, nie wygrali ani razu. Ba, bardzo rzadko nie dochodzili do granicy czterdziestu punktów! Historia historią... W niedzielę narodziła się jednak nowa, bo Stal w końcu przekroczyła barierę 40 "oczek" i jest w teoretycznie "lepszej" sytuacji niż Get Well Toruń. Oczywiście to jest tylko teoria, bo jak zapewne wszyscy wiecie, w praktyce może być zupełnie inaczej.

fot. Zuzanna Kloskowska
Patrząc na przebieg pierwszego finału PGE Ekstraligi, mogę stwierdzić, że Stal Gorzów wróciła w tym spotkaniu z bardzo dalekiej podróży. Goście przegrywali już czternastoma punktami i nic nie wskazywało na to, że uda im się jeszcze podnieść. A jednak! Zmysł taktyczny Chomskiego w końcu zadziałał. Pewnie, ryzyko też było i to na pewno bardzo duże. Szczerze? Nie sądziłem, że trener Stali wystawi Przemysława Pawlickiego do czternastego biegu, choć fakt, wyglądał lepiej na motocyklu niż taki Iversen, który poza pierwszym biegiem, jechał przysłowiowy piach.

Na szczęście dla gości, pewne perturbacje gospodarzy pod koniec meczu sprawiły, że to właśnie oni są w lepszych humorach przed rewanżem.

fot. Zuzanna Kloskowska
Torunianie jechali w swoim stylu. Tutaj nie ma się co dziwić. Wszystko było poukładane od a do z, choć czasami wydawało mi się, że Kacper Gomólski więcej zdziałałby niż Adrian Miedziński, ale trener Gajewski konsekwentnie zmieniał "GinGera" na Przedpełskiego. Dlaczego? Nie wiem. Jak dla mnie to bardzo dziwna decyzja i w pełni zgadzam się z Gomólskim, który był bardzo zawiedziony po tym spotkaniu. Wydaje mi się, że Jacek Gajewski lekko przekombinował. Wiem, że świetnym taktykiem i specem  w jednym, to ja nie jestem, ale moim zdaniem coś było tutaj nie halo.
 Oczywiście, menedżer wie zawsze najlepiej co jest dla jego drużyny najlepsze w danym momencie. Ma troszkę szczęścia, że Przedpełski miał wtedy swój dzień, bo co byłoby gdyby go nie miał? Gdybać każdy może...

Nawiązując jeszcze do tematu... Osiem punktów to dużo czy mało? Szczerze? Nie mam pojęcia. Nie wracam do spotkania obu drużyn z rundy zasadniczej, bo nie ma sensu. Wiem, że rewanż będzie zupełnie inny. Nie zdziwię się, jak wynik będzie cały czas na styku, naprawdę... Obie drużyny są w tym sezonie piekielnie silne. Owszem, są słabe punkty po obu stronach, ale to właśnie one mogą w każdej chwili odpalić. Pamiętacie występ Dominika Kubery z zeszłorocznego finału Leszna z Wrocławiem? Takiego właśnie "Kuberę" będzie potrzebowała jedna z drużyn za tydzień. Wiele będzie zależało od drugich lin. Nie wierzę w to, że Jensen pojedzie taką padakę w Gorzowie, jaką pojechał w Toruniu, po prostu w to nie wierzę. To samo w Toruniu Vaculik czy Miedziński. Bardzo wierzę w to, że Ci trzej zawodnicy solidnie przepracują ten tydzień i pokażą na co ich stać na "Jancarzu".

fot, Zuzanna Kloskowska
Po spotkaniu wiele czytałem wypowiedzi w szczególności toruńskich kibiców w mediach społecznościowych. Wszyscy dziwią się faktem, dlaczego ich zawodnicy nie wyszli do nich po spotkaniu. Zawodnicy zasłaniali się kontrolami antydopingowymi, a tak naprawdę na nich był tylko Paweł Przedpełski i trzech zawodników Stali Gorzów. Reszta się pochowała i ślad po nich zaginął. Ciekawi mnie fakt dlaczego tak postąpili? Moim zdaniem powinni się cieszyć, że dojechali do tego finału, a jeszcze jeden z nich wygrali. To na pewno duży sukces dla tego miasta. Oczywiście, że liczyli na więcej, ale przecież nie mogą narzekać, że jest źle. Nie rozumiem czasami takich decyzji... Finał ma przecież dwa mecze, a nie jeden, a tu torunianom wydaje się, że jest jedno spotkanie.

fot. Zuzanna Kloskowska
Jestem przekonany, że za tydzień zobaczymy kapitalne widowisko, a rozstrzygnięcie tego dwumeczu poznamy dopiero w ostatnim wyścigu. Oczywiście takie są moje marzenia, ale to tor zweryfikuje wszystko. Początek rewanżowego spotkania w Gorzowie o godzinie 19!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz