Nie sposób nie odnieść się w nim do niedzielnych wydarzeń z Zielonej Góry, gdzie miejscowy Ekantor.pl Falubaz ograł Get Well Toruń 47:43. Jednak to zwycięstwo miało dla gospodarzy bardzo gorzki smak. Zielonogórzanie nie odrobili dziesięciopunktowej straty z pierwszego, półfinałowego meczu i tym samym nie pojadą w finale PGE Ekstraligi ze Stalą Gorzów. Pewność siebie Marka Cieślaka tym razem zawiodła? Moim zdaniem tak, ale na to złożyło się wiele, bardzo ważnych czynników.
| fot. Mateusz Wójcik |
Przed niedzielnym meczem czytałem bardzo dużo komentarzy, opinii na temat tego meczu. Szczególnie skupiałem się na wypowiedziach tych w lubuskim. Tam nikt nie wyobrażał sobie innego scenariusza, jak zwycięstwo minimum 50:40 (co dawało awans Falubazowi). Czyżby presja? Zbyt duża nerwowość? Każdy może sobie mówić jak chce, ale moim zdaniem tak właśnie było. Cała Zielona Góra była wręcz wpatrzona w ten mecz, co nie wierzę, że ta atmosfera nie udzielała się również zawodnikom w parku maszyn.
Wracając do Marka Cieślaka. Tym razem trenera polskiej kadry zawiódł zmysł taktyczny. Co do tego nie ma chyba żadnych wątpliwości. Skoro Get Well z biegu na bieg mógł puszczać rezerwy taktyczne "od tak", to coś tu było nie halo. To nie tego Marka Cieślaka widzieliśmy w niedzielę, co przez ostatnie lata, w których wiedział, gdzie jego zawodnicy mają przegrać, a gdzie wygrać, by wyjść na tym jak najlepiej.
Dużo mówi się również o torze, który nie pasował kapitanowi - Piotrowi Protasiewiczowi, bo to on tak naprawdę zawalił ten mecz. Nie pojechał tak, jak tego oczekiwano od niego. Dobrze, dowoził ważne punkty, ale nie najważniejsze. Kibice z pewnością mają do niego żal po tym meczu i trudno się temu nie dziwić. "PePe" uskarżał się po spotkaniu, że nawierzchnia nie była taka jak zawsze. Miał rację? Jak dla mnie tak, bo wjeżdżał w ścieżki, które w poprzednich meczach "chodziły" kapitalnie, a których teraz po prostu nie było. Kto zawinił przy torze? Odpowiedzcie sobie sami.
| fot. Mateusz Wójcik |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz