poniedziałek, 12 września 2016

Toruńska niespodzianka. Pewność siebie zgubiła Cieślaka?

Czołem! Kolejny tekst przed nami! Tym razem moje przemyślenia co do meczu Ekantor.pl Falubaz Zielona Góra - Get Well Toruń.

Nie sposób nie odnieść się w nim do niedzielnych wydarzeń z Zielonej Góry, gdzie miejscowy Ekantor.pl Falubaz ograł Get Well Toruń 47:43. Jednak to zwycięstwo miało dla gospodarzy bardzo gorzki smak. Zielonogórzanie nie odrobili dziesięciopunktowej straty z pierwszego, półfinałowego meczu i tym samym nie pojadą w finale PGE Ekstraligi ze Stalą Gorzów. Pewność siebie Marka Cieślaka tym razem zawiodła? Moim zdaniem tak, ale na to złożyło się wiele, bardzo ważnych czynników.

fot. Mateusz Wójcik
Warto zacząć od najważniejszej kwestii, czyli pomeczowych wypowiedzi  z Torunia trenera zielonogórzan, jak i w sumie każdego zawodnika z Falubazu . Trener Cieślak w każdym wywiadzie podkreślał, że ta zaliczka jest do odrobienia. Fakt, trudno było się z nim nie zgodzić. Wszyscy zapewne pamiętają co Ekantor.pl Falubaz zrobił z torunianami w fazie zasadniczej. Warto podkreślić, że bodajże czternastopunktowa wygrana nad Get Well była spowodowana tym, że gospodarze dopiero w trzech ostatnich wyścigach wygrywali po 5-1. A tak? Cały czas było na styku. I tego samego spodziewałem się w zeszłą niedzielę. Efekt? Było tak jak myślałem. Czułem w kościach, że Falubaz tego nie odrobi, a wypowiedzi Cieślaka po Toruniu tylko mnie w tym utwierdzały. Stało się to, co w Zielonej Górze nie miało się stać. Torunianie nie popełnili tego samego błędu, co w fazie zasadniczej i teraz mogą się cieszyć, bo pojadą o złoto!

Przed niedzielnym meczem czytałem bardzo dużo komentarzy, opinii na temat tego meczu. Szczególnie skupiałem się na wypowiedziach tych w lubuskim. Tam nikt nie wyobrażał sobie innego scenariusza, jak zwycięstwo minimum 50:40 (co dawało awans Falubazowi). Czyżby presja? Zbyt duża nerwowość? Każdy może sobie mówić jak chce, ale moim zdaniem tak właśnie było. Cała Zielona Góra była wręcz wpatrzona w ten mecz, co nie wierzę, że ta atmosfera nie udzielała się również zawodnikom w parku maszyn.

Wracając do Marka Cieślaka. Tym razem trenera polskiej kadry zawiódł zmysł taktyczny. Co do tego nie ma chyba żadnych wątpliwości. Skoro Get Well z biegu na bieg mógł puszczać rezerwy taktyczne "od tak", to coś tu było nie halo. To nie tego Marka Cieślaka widzieliśmy w niedzielę, co przez ostatnie lata, w których wiedział, gdzie jego zawodnicy mają przegrać, a gdzie wygrać, by wyjść na tym jak najlepiej.

Dużo mówi się również o torze, który nie pasował kapitanowi - Piotrowi Protasiewiczowi, bo to on tak naprawdę zawalił ten mecz. Nie pojechał tak, jak tego oczekiwano od niego. Dobrze, dowoził ważne punkty, ale nie najważniejsze. Kibice z pewnością mają do niego żal po tym meczu i trudno się temu nie dziwić. "PePe" uskarżał się po spotkaniu, że nawierzchnia nie była taka jak zawsze. Miał rację? Jak dla mnie tak, bo wjeżdżał w ścieżki, które w poprzednich meczach "chodziły" kapitalnie, a których teraz po prostu nie było.  Kto zawinił przy torze? Odpowiedzcie sobie sami.
fot. Mateusz Wójcik
Zielonogórzanom pozostaje walka o brąz ze zdruzgotanym Wrocławiem, który został bez trenera Barona w najważniejszych meczach. Spacerek? Być może.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz